Autorem informacji jest Paweł Boguś

Negocjacje IBM z DRI

Jedna z mniej oficjalnych wersji mówi, że Gary Kildall był nieobecny kiedy IBM "zapukał do drzwi" (w dosłownym tych słów znaczeniu). Podobno w terminie spotkania Kildall, zapalony pilot amator, leciał prywatnym samolotem na wycieczkę w rejon zatoki. Jego żona i prawnicy firmy skonfrontowani z IBM'owskimi zasadami poufności (non-disclosure agreement), odmówili podpisania dokumentów umożliwiających choćby wstępne rozmowy. IBM odczytał takie postępowanie jako odmowę i przejaw arogancji i praktycznie następnego dnia zwrócił się do małej, młodej firmy ze Seattle o nazwie Microsoft. Umowa została zawarta a reszta jest historią. Przyczyną odmowy podpisania non-disclosure agreement przez DRI mogła być asymetria porozumienia, które stawiało DRI w gorszej sytuacji niż IBM, gdyż zawierało stwierdzenia, że DRI nie może przekazywać IBM informacji, które uważa za poufne, gdyby jednak takie informacje przekazał, IBM nie może być zaskarżony za ich wykorzystanie; natomiast DRI zostanie zaskarżony za użycie poufnych informacji uzyskanych od IBM. Taki przebieg wydarzeń relacjonuje Jack Sams, pracownik IBM, który był w zespole negocjacyjnym wysłanym na rozmowy z Kildall'em.

Inna wersja tej historii mówi, że IBM spotkał się z "chłodnym przyjęciem" podczas rozmów na temat licencji CP/M. Dorothy McEwen i adwokaci DRI odmówili podpisania non-disclosure agreement oraz wprowadzania jakichkolwiek zmian w CP/M-86, ponadto obstawali przy znacznie wyższej opłacie licencyjnej (royalty) niż proponował IBM. Gary Kildall nie był obecny na spotkaniu. Podobno prawdą jest, że w tym czasie leciał samolotem, ale na spotkaniu zjawił się jedynie trochę spóźniony. Rozmawiał z ludźmi z IBM cały dzień i noc podczas ich lotu powrotnego do siedziby IBM na Florydzie. Punktem spornym była wysokość opłaty za licencję wolną od dalszych opłat (license fee to get a royalty-free license in perpetuity). IBM oferował 200 000$, Kildall chciał więcej.

Kildall twierdzi, że rzeczywiście latał samolotem, ale był to lot w interesach w okolicach San Francisco i że zdążył na czas na spotkanie z IBM. Podpisał porozumienie (o poufnoości), spotkanie i rozmowy się odbyły, interes uważał za uzgodniony. Tej nocy wraz z żoną wrócili razem z ludźmi z IBM do Miami tym samym samolotem (Kildallowie udawali się na Karaiby, IBM'owcy do siedziby w Boca Raton) i umówili się na kontakt po powrocie. Gdy wrócili do Stanów Kildall nie mógł skontaktować się z Sams'em, a później dowiedział się o porozumieniu z Microsoftem (co wydaje się nieco dziwne, gdyż IBM trzymał całe przedsięwzięcie w głębokiej tajemnicy i nikt nie wiedział o udziale w nim Microsoft'u).

Kildall uważa, że historię o samolocie po raz pierwszy opowiedział Gates w wywiadzie dla London Times i że jest to wersja Microsoft'u.

Gordon Eubanks przytacza taką wersję wydarzeń (w wolnym tłumaczeniu): "Kildall nigdy nie negocjował bezpośrednio z producentami hardware'u. Pozostawiał to swojej żonie Dorothy. Gary był bardzo "wyluzowany" (laid-back). Niewieloma rzeczami się przejmował. Dorothy zajmowała się biznesem a on stroną techniczną. Obojgu to pasował i nie wchodzili sobie wzajemnie w drogę. A któż mógł przewidzieć, że IBM PC stanie się tak ważny? IBM był dla DRI po prostu jedną z kilkunastu firm zajmujących się mikrokomputerami. Dorothy właśnie rozmawiała z ludźmi z Hewlett-Packarda, największego klienta DRI w owym czasie, gdy przedstawiciele IBM pojawili się w drzwiach. Poza tym była właśnie w wirze przygotowań do urlopu, który zaczynała nastepnego dnia. To były prawdziwe przyczyny problemu. To, oraz różnica charakterów pomiędzy Gatesem i Kildallem. Przyczyną nie było to, że Gary odmówił rozmów z IBM, lecz to, że Microsoft miał o wiele lepszą wizję interesu, który był do zrobienia. Gary był bardzo "wyluzowany" (laid-back). Niewieloma rzeczami się przejmował. Bill natomiast był maksymalnie skoncentrowany na osiągnięciu wyznaczonego celu i zmotywowany (extremely focused and driven)."

Najpopularniejsza jest bardzo nieoficjalna wersja mówiąca, że Gary Kildall "utarł nosa" przybyłym na rozmowy przedstwicielom IBM latając prywatnym samolotem w terminie umówionego spotkania, podczas gdy ludzie z IBM niecierpliwie czekali aż wyląduje. Pojawiały się również twierdzenia, że Kildall nie chciał przekazać IBM kodu źródłowego CP/M, że winna była żona Kildalla upierająca się przy pewnych zmianach w kontrakcie. No cóż, jaka by tego nie była przyczyna, musiała być poważna, gdyż trudno wyobrazić sobie, że tak poważna firma jak IBM zrezygnował z jakiegoś błahego powodu z tak istotnej (i w sumie prostej) transakcji. Być może potwierdza się stara prawda, że gdy nie wiadomo o co chodziło, chodziło najprawdopodobniej o pieniądze, które IBM był gotów dać za licencję (podobno w grę wchodziło 200 000$), a których wg Kildalla miało być za mało.


Główny spis treści

Masz uwagi? Napisz.